Polski

Slad

Nie wiem co mialem w moich palcach,
przestraszony tym co wyrzadzilem tobie.
Skryty pod plachta starych slów
leze dotad az dzien przeminie
A ty jestes u siebie, daleko, nie wiedzac
co ja ci uczynilem.
Przed parkiem psy opanowaly trawnik,
rozgrzebuja liscie, by lepiej wygladal
Ty spisz niespokojnym snem podczas gdy ja
ciagle odnajduje slady na dowód ze tutaj bylas

Marker

Wysadzaja tunele kolejek podziemnych
na przedmiesciu kraju, poprzez nasze miasto
Tam stoimy i czekamy
W dloni trzymam moja rodzine,
jej dlon jest zawsze nieco chlodniejsza
od mojej

Zapora drogowa

Letnie ulice podobne sa
do filmu super 8 – z lat siedemdziesiatych
Wymien jakis rok;
ja mówie 1973
gdy jeszcze wszystko bylo mozliwe
i Elvis nadal
byl szczuply
Pomysl o jakims miejscu;
parking
gdzies w Tennessee,
piekace slonce
na dachach samochodów
Mysle ze pachnialo benzyna
i popekana, zakopcona skóra

Wiejska idylla

Myszolów lata
pod brazowym niebem nornika
Zmija wije sie:
Powoli zatruwa
tutaj dzieci

Kiedy traktory wyposazone
w turbinowe agregaty
stoja wyzej niz kopiec kamieni;
nie ustepuja nikomu

Jeden sasiad obmywa sie schludnie
podczas gdy ptaki przelatuja
nad kapitalistycznym
pastwiskiem

Przez dziurke od klucza

W tym ciemnym pokoju
bez okien
przecnkalem sie pewnej nocy
zupelnie rozbudzony
choc jednak
nadal we snie
Lecz pokój
nie byl tak ciemny
jak sadzilem
Smuga swiatla
jasno swiecacy
zielony drazek
w tej zwartej ciemnosci
pulsujacy
dla wzroku zyjacy
Podszedlem blizej
i zobaczylem ze swiatlo
przechodzilo poprzez dziurke od klucza
bowiem byly tam drzwi
ale bez klamki
Nachylilem sie
i spojrzalem przez dziurke
na poczatku bylem oslepiony
tym przedziwnym swiatlem
i uslyszalem tysiace
srebrnych zegarów
tykajacych
to bylo tak jakbym
chuchal na nie.
I widac bylo –
tam za zelaznym pianinem,
Erik Satie, dyrygowal
orkiestra
diamentowych pajaków
co snuly swe
krysztalowe pajeczyny.
Ta poszukujaca dusza
na koniec
trafila do domu.

Przeklad Barbara Kobos Kaminska